Oko w oko

_DSC3105.JPG

Prezentujemy tekst Roberta Więckowskiego z Polskiego Związku Niewidomych na temat projektu „Niewidomi już widoczni”, którego koordynatorem był Dariusz Paczkowski a Fundacja Klamra została partnerem całego przedsięwzięcia.

Nie zwiększyły się renty, nie stworzono ani jednego nowego miejsca pracy, nie przekazano nikomu udźwiękowionego komputera, nie nauczono nikogo jak sobie radzić, gdy traci się wzrok lub zupełnie się nie widzi. Nie zrobiono tego, bo nie o to w całej kampanii chodziło. Plany były inne: poruszyć, zmusić do skupienia uwagi, do zauważenia drugiego człowieka, zachęcić do poznania świata osób niewidomych i niedowidzących, zbliżyć ludzi do siebie i w ten sposób pomóc tym, którym wzrok odmawia posłuszeństwa. Od samego początku było pewne, że ma być inaczej, niesztampowo, nowocześnie, ma zdarzyć się coś, co, jak mogło się wydawać, nie pasuje do osób z dysfunkcją wzroku, nie należy do kanonu ich zachowań. Nikt nie miał też wątpliwości, że tym razem, chociaż projekt będzie realizowany przez Instytut Tyflologiczny Polskiego Związku Niewidomych, to, co się zdarzy, będzie kierowane przede wszystkim do osób widzących, do ludzi żyjących z dala od spraw, radości i problemów, jakie stają się na co dzień udziałem niewidomych, niedowidzących i ich bliskich. To właśnie ci, nie doświadczający w swej codzienności skutków braku wzroku, mieli odebrać zaproszenie na spotkanie z człowiekiem niewidomym; spotkanie, które kiedyś, w przyszłości zakończy się wzajemnym poznaniem, zrozumieniem, naturalnością. To właśnie dla nich niewidomi mieli stać się widoczni, dla nich, czyli dla większości.

perspektywa21.jpg

Społecznik to brzmi dumnie

Wszystko zaczęło się na Konwiktorskiej, w siedzibie PZN. To tu pierwszy raz pomyślano o zrealizowaniu projektu, który, rozrastając się i wzbogacając o coraz to nowe przedsięwzięcia, wybrzmiał ostatecznie pod nazwą „Niewidomi już widoczni”. To tu powstał pomysł stworzenia graffiti, które będzie zachęcało do zwrócenia uwagi na osoby niewidome i niedowidzące. To tu zdecydowano, że trzeba namówić do współpracy artystów, bo to oni, jak nikt inny, mogą zapewnić sukces projektowym działaniom. Zaczęto poszukiwania i trafiono na ślad związanego z 3 falą Dariusza Paczkowskiego, w świecie grafficiarzy człowieka – instytucję, malującego na murach od początku lat 90. ubiegłego wieku i od wtedy zaangażowanego społecznie. Pasowało jak ulał, a Dariusz Paczkowski zgodził się natychmiast. . – Bardziej niż artystą jestem działaczem społecznym, który po prostu wykorzystuje sztukę do swej roboty. W tym, co maluję musi być przesłanie społeczne, musi, a tutaj jest – tłumaczył brak wahania. Propozycja pracy z niewidomymi nie zrobiła zresztą na nim większego wrażenia, nie czuł się zakłopotany czy onieśmielony. Znał to środowisko, razem z niewidomymi prowadził wcześniej kampanie społeczne w Poznaniu, Krakowie i w Bielsku Białej. Szybko stał się więc aktywny i ciesząc się z możliwości namalowania graffiti zaproponował nazwę całej akcji oraz rozszerzenie działań. Chodziło o spacer po mieście, najlepiej po Nowym Świecie i zamontowanie tabliczek brajlowskich przy wejściu do kilku lokali użytkowych. To miał być pierwszy krok na drodze do uczynienia z brajla naturalnego elementu wystroju tej ulicy, a przez to do stałego, codziennego przypominania o istnieniu osób korzystających z tego właśnie pisma. Dariusz Paczkowski dosyć szybko zdecydował też, jak będzie wyglądało graffiti – to będą oczy, namalowane pomiędzy oknami na fasadzie budynku PZN przy ulicy Konwiktorskiej, oczy patrzące na przechodniów, zapraszające ich do szczerej, otwartej rozmowy. Właśnie dlatego oczy nie mogą być przypadkowe, muszą one należeć do osób niewidomych, niedowidzących i ich bliskich – kończył się opis muralu. Artysta dopiął swego, przekonał pracowników Instytutu Tyflologicznego PZN, którzy zgodzili się realizować projekt zgodnie z jego pomysłem. Wielu niewidomych poczuło się jednak dotkniętych. – Jak można malować nasze oczy, skoro są one często zdeformowane, skoro nie wyglądają estetycznie? Po co epatować brzydotą, szokować? – pojawiły się pełne oburzenia pytania. – nie tworzę dzieł odpychających, nie rozsmakowałem się w brzydocie, nie chcę nikogo urazić. Zależy mi na tym, by moje prace były prawdziwe i przyciągały uwagę i zachęcały obserwatorów do wejścia w świat, o którym opowiadam. – odpowiadał artysta.

Oko w roli głównej

P9180349.JPG

Malowanie muralu rozpoczęło się 15 września. Dariusz Paczkowski pojawił się wtedy na Konwiktorskiej w towarzystwie swego kolegi, Mateusza Bieleniewicza. Obaj graficiarze, obaj społecznicy, obaj przekonani, że to, co mają zrobić, ma sens i będzie służyło osobom niewidomym. Mateusz: – Nie namyślałem się ani chwili, to super pomysł, bardzo fajna akcja i bardzo się cieszę, że mogę się w nią włączyć.Dariusz: – Te oczy będą piękne, ten mural będzie piękny, wiem to na pewno. Mateusz: – Każdy ma prawo do własnej opinii, ale to dobrze, że znalazły się osoby, które nie widziały w tym nic złego i zgodziły się aby ich oczy zostały namalowane na budynku. Fajnie też, że sztuka budzi emocje, bo wtedy wytrąca z apatii, z intelektualnego i estetycznego marazmu. Dariusz: – Są to oczy, które patrzą i które przyciągają uwagę. Gdy chce się z kimś szczerze porozmawiać, trzeba patrzeć mu w oczy. Ten mural to zaproszenie do takiej właśnie rozmowy o sprawach osób niewidomych i niedowidzących, rozmowy bez tajemnic, bez tabu, otwartej i służącej lepszemu zrozumieniu. Mateusz: – Do tej pory wielokrotnie przejeżdżałem obok tej kamienicy i nic o niej nie wiedziałem, była dla mnie nieznana, anonimowa, tak samo jak ludzie, którzy w niej pracują, jak ich sprawy. Oficjalne odsłonięcie muralu nastąpiło 19 września wieczorem. Tego samego dnia, tyle że znacznie wcześniejniewidomi i ich przyjaciele ruszyli na spacer po Nowym Świecie; ruszyli, by zamontować tabliczki brajlowskie przy wejściu do kilku lokali. Padło m.in. na klub, kawiarnię, restaurację i księgarnię, wszystko oczywiście wcześniej uzgodnione, dogadane w najmniejszym szczególe. Rozmowy prowadził Mateusz Bieleniewicz. – Na początku zawsze było zdziwienie, pytanie: „ A po co? A w jakim celu?”. Ale nikt nie odmówił, nikt nie powiedział, że to nie ma sensu. Mało tego – nawet jeśli mówili, że niewidomi do nich nie zachodzą, to i tak akcja jest tak fajna, że chętnie się w nią włączą – wspominał spotkania z właścicielami lokali. Tabliczki zawisły, a artyści-graficiarzemarzą o tym, by powiesić ich znacznie więcej, by rzucały się w oczy na każdym kroku. Bo te tabliczki, ten brajl są dla widzących, nie dla niewidomych, bo one mają przypominać, że każdy w każdej chwili może na swej drodze spotkać osobę z białą laską i warto wiedzieć, jak się przy niej zachować.

W blasku flesza

Dariusz Paczkowski nie tylko wymyślił nazwę kampanii, wygląd muralu i spacer, sprowadził też do Polskiego Związku Niewidomych znakomitego fotografa Tomka Sikorę. – Propozycji przeprowadzenia takiej sesji wprost nie mogłem odrzucić. Ogromnie pociągające jest to, że jest to akcja społeczna, że można się odkupić za grzechy – śmiał się artysta, pełen dystansu do siebie. Zadanie, jakie przed nim stanęło, było następujące: zrobić zdjęcia oczu osób niewidomych, niedowidzących i ich bliskich. Fotografie były niezbędne, to na ich podstawie powstały szablony, które posłużyły do wykonania graffiti. Ale na szablonach się nie skończyło. Efektem niecodziennej sesji, jaka odbyła się w Tyflogalerii Biblioteki Centralnej PZN, stała się także wystawa zdjęć, wystawa nieplanowana, wystawa prezent. Wymyślił ją Tomek Sikora, który osobiście rozwiesił na ścianach Tyflogalerii 12 fotografii. Na każdej z nich oko, zawsze inne, Duże, rozświetlone, widoczne w każdym szczególe, uważne, śmiało obserwujące oglądającą je osobę. – W każdym oku zapisany jest aktualny stan człowieka, Irydolog miałby niezłą zabawę, – pół żartem – pół serio podkreślał artysta. – każde oko jest piękne, nie ma oka brzydkiego, każde ma niezwykłą precyzyjną konstrukcję. Na zewnątrz różnią się kolorem, w dużym zbliżeniu, przy makrofotografii różnią się światami, jakie objawiają się patrzącym z tak bliska, fascynują ogromną głębią, połyskliwością, wyglądają jak najdroższe szlachetne kamienie – dodawał. Zdjęcia zostały rozwieszone w ten sposób, by wchodząca na wystawę osoba nie mogła skryć się przed spojrzeniem sfotografowanych oczu, by nie mogła stanąć z boku i, z pozycji niezauważonego, postronnego obserwatora, podglądać historie wydobyte na zewnątrz blaskiem flesza. – Chciałem, żeby ta wystawa robiła wrażenie, angażowała, żeby miała w sobie odrobinę surrealności – tłumaczył Tomek Sikora. Sąsiadujące ze sobą na ekspozycji zdjęcia wchodzą w dialog, uzupełniają się, zapraszają widza do ujrzenia odrębnej historii, odnalezienia tajemnicy, do wypłynięcia na interpretacyjną głębię. – Oczy niebieskie są przezroczyste, rozświetlone, a kolory są niemal prześwietlone, w oku ciemniejszym światło gra inaczej, rozbiega się i otwiera wspaniałe krainy – podpowiadał artysta. Do kogo należą poszczególne utrwalone na fotografii oczy? Odpowiedź na to pytanie nie została wpisana w wystawę. Wiadomo, że modelami były zarówno osoby niewidome, jak i niedowidzące oraz nie mające kłopotów ze wzrokiem i to już widz musi, jeśli będzie chciał, poszukiwać granicy tego podziału. Zdecydowanie jednak nie jest ona najważniejsza, bo ta wystawa ma zbliżać, a nie dzielić.

Światłem po oczach

Wystawę, otwartą 19 września, można oglądać w Warszawie do końca października. Potem ruszy ona w podróż po Polsce, każdy więc, kto będzie chciał, będzie się mógł z nią zmierzyć. Absolutnie jednorazowy charakter miał natomiast pierwszy w historii PZN-u flash-mob, który 17 września zawładnął przez 5 minut warszawskim Nowym Światem. Akcję, opisywaną jako multimedialna aranżacja przestrzeni, wymyśliła Karolina fender Noińska,autorka projektu Jajkofilm. W PZN pojawiła się niespodziewanie, przyjechała, bo została zaproszona do projektu przez Tomka Sikorę. Z przyzwyczajenia zabrała ze sobą kamerę, a potem… pozwoliła działać swej wyobraźni. Plan, który przedstawiła, wydawał się wręcz niemożliwy do zrealizowania. – Zróbmy akcję na Nowym Świecie, zgaśmy na 5 minut latarnie wzdłuż całej ulicy i wyświetlmy krótki film,film kierujący uwagę na sprawy osób tracących wzrok i niewidomych. Niech ekranem będą ubrane i pomalowane na biało osoby z białymi laskami w dłoniach; osoby stojące na balkonie jednej z kamienic – projektowała. Nie musiała długo namawiać, pomysł spodobał się i zdecydowano, że kampania „Niewidomi już widoczni” zostanie rozszerzona także o tę akcję, o kolejny prezent. – Bardzo wielką radość sprawiała mi myśl,właściwie nadzieja, że może uda się wytrącić zdrowych, pełnosprawnych z tego ich zafiksowania na sobie, które tak często nie pozwala im zauważyć potrzeb drugiego człowieka – cieszyła się przygotowując flash-mob. Udało się, 17 września, chwilę przed 21.00, na Nowym Świecie pojawiło się 10 ubranych i pomalowanych na biało osób z białymi laskami w dłoniach,, osób, które po krótkiej, quasi-teatralnej akcji na chodniku, zniknęły w jednej z kamienic, by po chwili pojawić się na balkonie. Zgasły latarnie, rozbrzmiała muzyka i rozpoczęła się projekcja. Wszystko trwało niespełna 5 minut,zostało skwitowane burzą oklasków ze strony najczęściej przypadkowych, niczego się nie spodziewających widzów. Wcześniej zaś była ogromna pomoc mnóstwa osób, które poświęciły swój czas i włączyły się w całą akcję; osób, które, namówione przez Jajkofilm, postanowiły zrobić coś dla niewidomych i niedowidzących. – Takie akcje jak właśnie multimedialne aranżacje przestrzeni w wersji flash mob,mają w sobie wielką siłę. Ogromnie się cieszę,że realizując je,mogę spotykać ludzi w ich naturalnym środowisku,w trakcie ich codziennych zajęć i w nienachalny sposób proponować im spotkanie z czymś, czego nie przeczuwają, o czym nie myślą, czego się nie spodziewają. Chciałabym wytrącać ich ze świata, w którym niejednokrotnie się zaskorupili i zaproponować nowy, inny, mam nadzieję bardziej wrażliwy obraz świata … – podkreślała Karolina fender Noińska. Jej autorski film, pokazywany pierwszy raz na Nowym Świecie, można było zobaczyć później w trakcie wernisażu zdjęć Tomka Sikory. Wkrótce, w Internecie będzie zaś można obejrzeć wszystko to, co działo się w trakcie flash-mob'u. – To tylko propozycja, kto nie chce nie musi z niej skorzystać, ale chciałabym, aby u tych, którzy się włączą, została jakaś refleksja,żeby dbali o swoją wrażliwość i empatię. To fantastyczne,jak można się wzajemnie inspirować i nakręcać przy takich wspólnych akcjach społecznych. Ja tylko chciałam przedstawić niewidomych i niedowidzących jako ludzi kreatywnych, otwartych, mających fajną, atrakcyjną ofertę dla świata . Jeśli ktoś dzięki temu będzie chciał zrobić coś jeszcze,żeby choć trochę ułatwić życie wszystkim tym,którzy tego potrzebują -będę zachwycona! – podkreślała artystka.