Zasypane murale

10913566_10153552848082818_1413684839_n.jpg

Fundacja KLAMRA otrzymała do wiadomości list kierowany do Żydowskie Muzeum Galicja w Krakowie. Z jednej strony smutny, ale też budzący podziw dla człowieka, który pokazuje swojemu 12 letniemu synowi jak reagować, jak działać i być konsekwentnym!
To, że robotnikom brak wrażliwości i wiedzy, co doprowadziło do zasypania murali śmieciami jest przykre. Nas bardziej poruszył jednak to, że Muzeum wprowadzało w błąd ludzi, chcących zobaczyć murale Ireny Sendlerowej i Marka Edelmana. Nie zadbano o malowidła, ani o informacje na ich temat. Więcej o muralach »

Wybrałem się dziś z synem na Kazimierz, żeby zobaczyć mural poświęcony Irenie Sendler. Mural, który miał się znajdować na ścianie muzeum Galicja. Bezpośrednim powodem było zadanie domowe syna – miał odnaleźć mural i sfotografować się na jego tle. Poza tym to była dobra okazja, żeby podczas rozmowy o Irenie Sendler – kim była i co robiła – poruszyć ważne tematy tamtych trudnych czasów. Nie mam pedagogicznego zacięcia, ale wydaje mi się, że do młodych ludzi często łatwiej dotrzeć z „poważnymi" tematami właśnie w taki sposób, mniej formalny i bardziej luźny (street art nadaje się do tego świetnie) – w przypadku mojego syna to się akurat sprawdza. Chcąc upewnić się, że mural jest tam gdzie być powinien, odwiedziłem stronę internetową muzeum i… nic nie znalazłem. Hmm, może źle szukałem? Na miejscu także nie udało nam się namierzyć muralu. Dostęp do ściany, gdzie powinien być, uniemożliwiała zamknięta na głucho brama. Weszliśmy do muzeum zapytać o szczegóły i dowiedzieliśmy się, że „nie ma czegoś takiego jak mural Sendlerowej”! Pani z muzeum powiedziała nam, że mural owszem jest, ale nie ma na niej Sendlerowej, a ona nie ma pojęcia skąd ten pomysł i jesteśmy kolejnymi osobami, które o ten nieistniejący mural pytają. Wyszliśmy speszeni. Był mural, nie ma, pani polonistka się pomyliła (???), zdarza się… Na tym historia powinna się zakończyć i pewnie dla wielu osób, w ten sam sposób poinformowanych przez pracowników muzeum, właśnie tak się zakończyła. Ale postanowiłem sprawdzić u źródła i napisałem do Dariusza Paczkowskiego, autora projektu i współtwórcę fundacji Klamra. Darek okazał się bardzo otwartym i pomocnym człowiekiem, szybko udało się ustalić, gdzie mural z Ireną Sendler i Markiem Edelmanem się znajduje. A znajduje się właśnie na ścianie muzeum Galicja, tyle, że nieco bardziej w głąb. Za drugim razem (tak, byliśmy uparci, pojechaliśmy jeszcze raz!) mural udało się znaleźć, ale zobaczyć w całości już nie do końca. Irenę Sendler jeszcze jako tako widać, Marek Edelman natomiast zatonął w śmieciach. Dosłownie. Smutne z co najmniej kilku powodów: obydwu postaci na murze i pracy, jaką ktoś wykonał. Być może ta ściana nie należy do muzeum Galicja (być może, nie wiem), być może to wina właściciel okolicznych pubów. Może. Ale nie rozumiem, dlaczego żydowskie muzeum, które „powstało, by upamiętniać ofiary Holocaustu oraz ukazać historię i kulturę Żydów z nowej perspektywy” ma w nosie tak wartościową inicjatywę, pod jego nosem, ba! na jego ścianie (lub prawie)? Dlaczego pracownicy muzeum „nic nie wiedzą o jakimś muralu”??? Takie projekty lepiej przemawiają do młodych ludzi, pozwalają bez zadęcia uczyć o tolerancji, współczuciu, solidarności. Tu, giną pod stertą śmieci. Po drugim podejściu poszliśmy na spacer. Mój syn, który ma 12 lat, zapytał dlaczego o Sendlerowej w Izraelu i USA uczą w szkołach, a u nas wiele osób o niej nic nie wie? No właśnie, dlaczego… Macie Państwo w muzeum bardzo szeroki wybór literatury, macie klimatyczną kawiarnie, macie w końcu misje, przynajmniej na stronie WWW ją macie. Może jeszcze powinniście bardziej angażować się w to, co się wokół Was dzieje, a co jakby nie było, ma z Waszą działalnością silny związek? Z poważaniem Wolfgang L.